Skopiuj CSS
poniedziałek, 29 sierpnia 2005

Ponad 100 tysięcy widzów uczestniczyło w piątkowy wieczór w koncercie Jeana Michela Jarre'a "Przestrzeń Wolności" zorganizowanym na terenie Stoczni Gdańskiej w ramach obchodów 25 rocznicy strajków sierpniowych i powstania "Solidarności".

Niebo nad Gdańskiem rozświetliły potężne reflektory i ponad tona ładunków pirotechnicznych. Wielotysięczny tłum pojawił się przed bramami stoczni na długo przed ich otwarciem o godzinie 16.00. Do Gdańska przyjechali widzowie z całej Polski, byli też goście z zagranicy. Wbrew wcześniejszym opiniom wyłączenie z ruchu części miasta nie spowodowało paraliżu komunikacyjnego. Około 19.00 uczestnikom koncertu, którzy byli już na terenie stoczni, wykonano wspólne zdjęcie. Potem na scenie pojawił się Stanisław Sojka, którego występ poprzedził show gwiazdy wieczoru. Jeana Michela Jarre'a widzowie zobaczyli tuż przed 21.00. Został przywieziony na specjalnej platformie, w otoczeniu stoczniowców w żółtych kaskach i niebieskich ubraniach roboczych.
Wówczas to widzom zaprezentowano możliwości aparatury nagłaśniającej o mocy 800 tysięcy Wat. Niebo rozświetliły reflektory bijące strugą światła na wysokość kilku kilometrów. Ściany hal produkcyjnych, stojących za sceną, posłużyły za ekrany na których przedstawiano m.in. filmy i zdjęcia z czasów strajków w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, euforię po podpisaniu porozumień, a także czołgi stojące pod zakładem tuż po ogłoszeniu stanu wojennego.

Artysta wykorzystał w przedstawieniu również inne elementy infrastruktury stoczniowej. Pod jednym z dźwigów umieszczony był sporych rozmiarów arkusz blachy okrętowej, który posłużył za dodatkowy ekran. Francuskiemu muzykowi towarzyszyły m.in. orkiestra Polskiej Filharmonii Kameralnej i Chór Uniwersytetu Gdańskiego. Witając się z publicznością koncertu Jarre powiedział m.in. "Wartości głoszone przez »Solidarność« są ponadczasowe i tyczą się nas wszystkich, czy jesteśmy tu w Gdańsku, czy w Polsce, czy na całym świecie. Koncert ten jest dedykowany tej stoczni, w której się wszystko zaczęło".

Podczas koncertu na scenę został zaproszony przez muzyka pierwszy przywódca "Solidarności" Lech Wałęsa. - "Chcę wierzyć, że ten płomień wolności pokazany dzisiaj przez naszego francuskiego przyjaciela rozjaśni serca i że tak jak 25 lat temu runą mury, mury, które oddzielają nas od siebie, mury obojętności, niesprawiedliwości, nieżyczliwości i niezrozumienia. Niech Europa uczy się od Gdańska jak budować +Solidarność+, a wszystkie mury runą", powiedział ze sceny Wałęsa. Zaraz potem zaprezentowano wersję słynnej piosenki Jacka Kaczmarskiego "Mury". Utwór ten, będący nieoficjalnym hymnem "Solidarności", zaśpiewał chór Uniwersytetu Gdańskiego. Wielu wzruszonych widzów wzniosło do góry ręce z palcami ułożonymi w geście zwycięstwa. Na telebimach pojawiły się obrazy tablic z postulatami strajkowymi.
Wzruszenia nie kryli też widzowie w czasie utworów zadedykowanych papieżowi Janowi Pawłowi II. Na telebimach pokazano sceny z papieskich pielgrzymek. Nad głowami wielu osób rozbłysły ogniki zapalniczek.
Duże wrażenie wywołały na widzach efekty pirotechniczne. W niebo wzbiła się ponad tona sztucznych ogni, które na nocnym niebie mieniły się wieloma kolorami i przybierały rozmaite kształty. Sekwencje wystrzeliwania ładunków były zsynchronizowane z muzyką, co jeszcze bardziej powiększało efekt wizualny. Po ponad dwóch i pół godzinach francuski muzyk zakończył swój występ, a z ust osób opuszczających stoczniowy plac można było najczęściej usłyszeć określenia, "super", "fantastyczne", "niesamowite". (onet.pl)

Poszukajmy na mapie zachodniego odcinka granicy Stanów Zjednoczonych i Meksyku. Granicę przecina tam rzeka Kolorado, po czym wpada do zatoki Kalifornijskiej, tworząc deltę: delta rzeki Kolorado. 75 lat temu amerykański przyrodnik Aldo Leopold opisywał tę krainę jako "mlekiem i miodem płynący" raj dzikiej przyrody. Zamieszkiwało go indiańskie plemię Cucapa, tzw. ludzie rzeki. Od 2000 lat uprawiali tam ziemię i łowili ryby. Czerpali z przyrody nie naruszając jej równowagi, czyli robili to, co najbardziej obce naszej współczesnej cywilizacji. Dziś los plemienia jest przesądzony. W regionie delty pozostało już tylko czterdzieści parę rodzin. Brak warunków do życia skłonił wszystkich młodych do przeniesienia się do miast. Kiedyś ludzie rzeki łowili mnóstwo ryb i uprawiali dynie i arbuzy. Połowy i zbiory były obfite i zapewniały całemu plemieniu pełne wyżywienie. Odkąd woda stała się zbyt słona nie da się hodować tradycyjnych roślin, a złowione ryby starczają na jeden posiłek tygodniowo. Już kilka lat temu p ewien ekspert, po rozpoznaniu sytuacji ludzi Cucapa wyraził się następująco: "jeśli nie zdarzy się cud, oto widzimy ostatnich przedstawicieli tego plemienia".

Przyczyna tak dramatycznej sytuacji odwiecznych mieszkańców delty Kolorado leży w... neonowych światłach Las Vegas, plantacjach bawełny w stanie Arizona i przydomowych basenach kąpielowych Los Angeles. Rzeka Kolorado, "krew życia" dla ludzi Cucapa, pł ynąc przez zachodnie Stany Zjednoczone jest tak intensywnie poprzecinana tamami, a kierunek biegu zmieniany i zakłócany, że ginie w pustyni zanim dotrze do morza. Zasoby wodne rzeki zostały rozdysponowane przez siedem stanów Ameryki i Meksyk. Stopniowo, w miarę budowania kolejnych zapór i kanałów rzeka zaczęła tracić swój potencjał i dziś delta jest ponurym, wysuszonym obszarem, straszącym spękanym błotem i martwymi płatami soli. (odra.org.pl)

Działalność rolnicza człowieka w dolinie Kolorado. Widać zachłanność jak i kosekwencję. Wydzieranie ziemi rzekom oraz pustyniom...

sobota, 27 sierpnia 2005

To Kamerun. Dżungla w jednej z północnych prowincji. To są drogi bile, ziemne ale jak nadejdzie pora deszczowa całkowicie nieprzejezdne. W Kamerunie pracuje sporo polskich misjonarzy. Czasami jeden ma pod sobą 10 parafii, między którymi jest często odległość 100 km. Więc przy okazji pozdrowienia dla wszystkich polskich misjonarzy i szacunek dla ich wielkeigo poświęcenia i morderczej pracy.

czwartek, 04 sierpnia 2005

Polder to słowo pochodzenia holenderskiego. Także Holendrzy jako pierwsi wprowadzili je w praktyce. Od ponad 300 lat powierzchnia Holandii zwiększyła się o kilkadziesiąt procent! Dzięki temu że stopniowo zamykali groblami spore połacie zatok Morza Połnocnego, a powstałe laguny osuszali. Morze Połnocne jest tu wyjątkowo leniwe totaż jakby "przyzwyczaiło sie" do działalności Holendrów. Na zdjęciu widać potężny zalew morski Waddenzee, ograniczony od morza Wyspami Fryzyjskimi, zamulany przez wpadające do niego rzeki. Być może morze wzięło teraz sprawy w swoje ręce. Ale zasadnicze pytanie: Jeśli za 50 lat poziom oceanu światowego wzrośnie o ~5 m co stanie się z Holandią?

Bruce Willis? Cameron Diaz? Will Smith? Ich posiadłości są gdzieś tam. W centralne części zdjęcia widzimy budynkik wytwórni filmowej Century Fox, natomiast w dolnej potężną posiadłość w samym centrum Beverly Hills. Kogo to?