Skopiuj CSS
poniedziałek, 23 lipca 2007



Katastrofa polskiego autokaru miała miejsce na drodze RN85, czyli słynnej "Drodze Napoleona", imponującej inwestycji inżynieryjnej wytyczonej dolinami alpejskimi w miejscu trasy Napoleona z Elby do Paryża.
Dużo mówi się, ze autobus spadł z 40metrowej przepaści. Bzdura! Wypadł z zakrętu tuż przed mostem na Romanche. A między poziomem drogi a poziomem brzegu rzeki było ok 13 - 14 metrów. Przy czym wcześniej pokonał kilka km drogowego piekła. I różnicę wysokości prawie 200 metrów. Być może już bez hamulców!
Na wizualizacjach satelitarnych widzimy wyraźnie, że droga R85 z Gap do Grenoble, którą jechał polski autokar na wysokości miejscowości Lafferey po prostu nagle zmienia swoje nachylenie i przez kilka kilometrów stromo opada ku dnu rzeki Romanche. Wypadek miał miejsce dosłownie na ostatnim zakręcie przez mostem nad rzeką! Potwierdziła to jedna z poszkodowanych w rozmowie z prezydentem Kaczyńskim. Być może hamulce wysiadły przez ciągłe hamowanie na tym trudnym odcinku, pojazd bez hamulców rozpędził się do prędkości ponad 100 km i runął na ostatnim zakręcie do rzeki. Przeanalizowałem tą sytuację z pomocą mediów francuskich oraz Google Earth

[']





Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

sobota, 14 lipca 2007



Był blog przystopowany, fakt. Wróciłem właśnie ze stażu w Brukseli. Miastu niczego nie brakuje. Ciekawa architektura. Dobra planistyka. Mnie osobiście uwiodła funkcjonalna art noveau. Ale ja nie o tym...
Galerię reszty brukselskich zdjęć i nie tylko z satelity, zobaczycie w tym oto materiale na łamach wiadomości24.pl. Ewentualnie szczyt Unii Europejskiej od środka.

poniedziałek, 02 lipca 2007
Google Earth to pierwszy i największy program wykorzystujący technikę GIS (Geograficzne systemy informacyjne) i odwzorowań satelitarnych. Szybko znalazł zastosowanie dla celów komercyjnych, głównie za sprawą łatwego i czytelnego wbudowanego systemu lokalizatora.
Dziś z programu korzystają prawie wszyscy internauci. Zarówno dla celów czysto amatorskich (zwykłe podglądanie) jak i specjaliści z branży komunikacyjnej, logistycznej czy turystycznej (portal travelplanet uruchomił niedawno usługę „zanim wybierzesz hotel, oglądnij z kosmosu okolicę…). Jednakże program z racji swojej dokładności jest niebezpieczną bronią w rękach terrorystów i innych zorganizowanych grup przestępczych.

Rok temu, w Bagdadzie, w jednej z odnalezionych przez CIA i MI6 komórek Al-Kaidy agenci odnaleźli w komputerach i na płytach prawie 500 gb danych, pozyskanych z Google Earth. Znaleźli też wydruki z zaznaczonymi miejscami planowanych zamachów samochodów – pułapek. Zdjęcie satelitarne ma to do siebie, że w przeciwieństwie do mapy, pokazuje o wiele lepiej cechy danej przestrzeni. Np. wysokość budynków (dzięki cieniom), nagromadzenie ludności i samochodów, potencjalne drogi ucieczki, trasę przybycia pomocy medycznej itd., itp. Do tego, dzięki współpracy GE z serwisem Panoramio, niektóre miejsca dodatkowo możemy oglądnąć w panoramie 360 stopni! Terroryści po prostu nie mogli nie skorzystać z takich danych.

Dosyć ciekawie sytuacja wygląda w USA. Kraj ten pokryty jest w całości zarówno zobrazowaniami satelitarnymi jak i ortofotogrametrycznymi (zdjęcia lotnicze) i to nie tylko przez Google ale i Microsoft (livespace) i kilka innych firm, dla których jest to najzwyklejsze źródło dochodów. Co więcej, nie ma problemu aby obejrzeć dokładnie plan całego Pentagonu czy Akademii Wojskowej w Newport, jak i wiele innych obiektów wojskowych za pomocą nakładki USGS w programie Word Wind. Jedynym obiektem niedostępnym dla internautów jest… Biały Dom. Obraz budynku jest "wypikselowany"

W Glasgow czy Hannoverze wszystko może być przestudiowane za pomocą Google Earth

Również w Polsce, która nie jest pokryta w całości zobrazowaniami, możemy oglądać bez najmniejszego problemu obiekty strategiczne i obiekty ściśle tajne. Wystarczy tutaj wspomnieć o dosyć świeżej sprawie jak wizyta Prezydenta USA Geogre’a Busha. Dokładnie w marcu opublikowano dokładne zdjęcia całego Półwyspu Helskiego z ośrodkiem prezydenckim i bazą marynarki włącznie.

W momencie gdy Europa znów doświadcza próby zamachów na lotniska, warto wskazać, że właśnie lotniska są dzięki Google Earth najłatwiejsze do rozpracowania. Postanowiłem sprawdzić kilka najważniejszych lotnisk w Europie. Najpierw Lotnisko Glasgow Prestwick. Tutaj, z dużą dokładnością (nawet do 5 metrów) możemy zlokalizować zbiorniki z paliwem lotniczym, miejsca postojowe samolotów do remontu, odległości pomiędzy parkingiem a bramami wjazdowymi czy pomieszczenia mechaników. Co by się stało, gdyby płonący samochód zdołał przedrzeć się przez bariery i dotrzeć w to miejsce?

Podobnie jest w przypadku warszawskiego lotniska Okęcie. Potencjalny terrorysta, studiując uważnie zdjęcia [plik 7 prawa]może szczegółowo zaplanować zamach. Lotnisko w Hannoverze, którego nie udało się sfotografować reporterowi w24, Adamowi Pisuli, należy do najlepiej zobrazowanych w całej Europie. Z dokładnością do kilku metrów możemy zobaczyć rozplanowanie budynku kontroli lotów. (zdjęcie obok). Widzimy też, że od ogrodzenia lotniska aż do hangaru prywatnych awionetek jest około... 25 metrów! Oglądałem podobne, dokładne zdjęcia lotnisk Heathrow w Londynie, czy Fiumicino pod Rzymem.

Tarcza antyrakietowa również do podglądnięcia?

W powiecie łukowskim, w woj. lubelskim, znajduje się jeden z bliżej niezidentyfikowanych radarów należących do NATO. Obiekt ściśle tajny, któremu nie można robić zdjęć nawet z kilkuset metrów, jest tymczasem wystawiony jak "na patelni" we wszystkich programach satelitarnych (również polskim zumi.pl). Nie inaczej jest z niektórymi bazami wojskowymi w Polsce, również tymi, które są rozważane jako dobra lokalizacja pod budowę systemu tarczy antyrakietowej!

Aż dziw, że wywiad amerykański lub sekretarz obrony nie podjęły jeszcze problemu. W dobie największego zagrożenia zdrowia i życia amerykańskich żołnierzy, to właśnie oni i miejsca gdzie się znajdują, mogą być najbardziej eksplorowane w programie GE przez zamachowców. We Włoszech np. spokojnie wzdłuż i wszerz obejrzałem bazę amerykańską w Aviano. Tą samą, pod którą rok temu zatrzymano mnie i przesłuchiwano, gdy zrobiłem zdjęcie z odległości ok. 200 metrów od bramy wjazdowej.

Co na to Google i inne firmy? Czy były jakieś naciski w sprawie ewentualnego zasłonięcia lub utajnienia obiektów szczególnie newralgicznych? Trudno przecież uznać, że tego typu obiekty (głównie wojskowe i militarne) pomagać mogą w komercyjnym planie udostępniania programu. Innowacje i techniczny postęp mają czasem swą ciemną stronę. Sam Alfred Nobel, wynalazca dynamitu, stwierdził, że gdyby urodził się drugi raz, trzymałby się z dala od materiałów wybuchowych...